Ślizg Ślizg | Orientacja lacanowska
← Powrót
historia

Nie wolno panu go zostawić, dopóki nie straci dla pana swojego miejsca analityka

· WH

W rozmowie z France Jaigu Aux côtés de Jacques Lacan (18 kwietnia i 9 maja 2021) Jacques-Alain Miller relacjonuje rozwiązanie École freudienne de Paris w 1980 roku. Rozmowa została opublikowana w tomie Lacan Redivivus (Ornicar? hors-série, 2021, s. 333–336).

W liście rozwiązującym szkołę Lacan powołał Cause freudienne, pomyślaną nie jako Szkoła, lecz jako ruch. Kolejne miesiące Miller wspomina przede wszystkim jako czas konfliktu z Charles’em Melmanem, jego ówczesnym analitykiem.

Opieram się wyłącznie na tym, co Miller opowiada France Jaigu. Wydarzenia i oceny przytaczane niżej są więc świadectwem jednej ze stron. Jaigu pyta:

Ona (France Jaigu): Czy zechce pan wejść w szczegóły?

On (Jacques-Alain Miller): Żeby sprawić pani przyjemność. Bo mnie sprawia to niewiele przyjemności. Aby zachęcić do rozwiązania École freudienne, stworzyłem wieczory pod nazwą Delenda est, na których przedstawiano wystąpienia poświęcone zarówno sprawom instytucjonalnym, jak i zagadnieniom teoretycznym. Wygłosiłem tam trzy wystąpienia na temat passe, żeby wyjaśnić, że nie należy tej rzeczy likwidować, czego chciało wielu członków, bo chodzi o istotny element doświadczenia analitycznego. Zostało to wtedy opublikowane, a ja dostałem gorące gratulacje od mojego analityka. Tyle że pół roku później Claude Dumézil pokazał mi kulisy. Opowiedział mi: „Przyszliśmy obaj pana posłuchać, Melman i ja”, a przy wyjściu Melman powiedział mu: „Trzeba natychmiast powstrzymać tego typa”. Podobno drżał z wściekłości.

Skąd ta wściekłość? Miller wybrał Melmana na analityka ze względu na jego oddanie Lacanowi, które sprawiało wrażenie bezwarunkowego. Jako sekretarz ds. nauczania École freudienne Melman miał jednak w zwyczaju eliminować wszystkich wyróżniających się członków. Zabiegał też, zapewne z myślą o sukcesji, o stanowisko wiceprzewodniczącego Szkoły i prosił Millera o wstawiennictwo u Lacana. Miller odmówił. Skoro analityk przekroczył wobec niego granice swojej roli, on sam nie widział powodu, by przekraczać granice własnej roli wobec Lacana. Wiceprzewodniczącą została ostatecznie Solange Faladé. W tym rozczarowaniu Miller widzi jedną z możliwych przyczyn późniejszej zmiany postawy swojego analityka.

Od Dumézila Miller usłyszał też inną anegdotę:

Pewnego dnia grupa młodych psychiatrów, do której obaj należeli, poszła całą paczką do restauracji na ostrygi. Zamówili ich tak dużo, że rachunek okazał się słony. Co robi Melman? Bez namysłu wzywa kierownika sali i mówi mu: „Jesteśmy lekarzami i rozchorujemy się od pańskich ostryg, bo są zepsute”. Był tak przekonujący, że wypuszczono ich bez płacenia.

Punktem zwrotnym okazał się spór o lokal École freudienne, którym zarządzał Melman. Lacan chciał, aby lokal służył odtąd członkom Cause freudienne. Współwłaściciele byli zarazem członkami Szkoły i na ich zgromadzeniu Melman wezwał do odrzucenia tej prośby. Większość go poparła. Miller był na sali i to wystąpienie nazywa zdradą pozbawioną wszelkiej dwuznaczności.

Po zgromadzeniu zadzwonił do Glorii González1 i zapowiedział swoją wizytę. Tak opisuje rozmowę u Lacana:

On: Idę do niego i oznajmiam, że odejdę od Melmana. Wtedy odzywa się Gloria: „Nie, niech pan tego nie robi. Nie wolno panu go zostawić, dopóki nie straci on dla pana swojego miejsca analityka”.

Ona: Gloria tak powiedziała? Gloria?

On: Tak! Nie wierzę własnym uszom. A tu Lacan rzuca: „Ona ma całkowitą rację”. Byłem zbity z tropu, wyznaję, ale posłuchałem.

Miller został więc na kozetce. Dwa dni przed rozesłaniem listu, który Miller nazywa paszkwilem, Melman zaprosił go do siebie wieczorem, obiecując tekst, który mógłby go zainteresować:

On: Znowu idę do Doktora Lacana i mówię mu, że Melman chyba jest gotów coś negocjować, skoro zaprasza mnie wieczorem do siebie. Gloria namawia mnie, żebym poszedł i zobaczył, o co chodzi. Lacan zaś mówi: „Nie. Niech pan tam nie idzie”. Nie poszedłem, a dwa dni później Melman puścił w obieg nikczemny paszkwil.

W paszkwilu Melman występował z autorytetem analityka Millera. Według Millera twierdził w nim, że Lacan nadaje się już tylko do pochowania, przywoływał Szekspira, a całą sytuację przypisywał Millerowi jako jej deus ex machina. Zlecił też ekspertyzę podpisu Lacana na statucie Cause freudienne, bo podejrzewał, że podpis złożył Miller.

Analityk ujawnia rzekome zwierzenia analizanta. Zdaniem Millera środowisko psychoanalityczne powinno było się temu sprzeciwić. Tymczasem nikt nie postawił Melmanowi zarzutów, a to, że był analitykiem Millera, uznano wręcz za gwarancję wiarygodności. Miller nazywa to hańbą tego środowiska i utratą przez nie prawomocności. Wśród sześciuset członków École freudienne krążyły wtedy codziennie listy wymierzone w Millera. Część dawnych członków przechodziła wraz ze swoimi analizantami do przeciwnego obozu i Szkoła stopniowo się rozpadała.

Mimo to Miller nie przerwał analizy, posłuszny wskazówce Glorii González, którą Lacan zaaprobował. Jak wyglądały sesje w takich warunkach?

Ona: Jak pana przyjmował?

On: Normalnie. Z tego, co wtedy mówiłem, pamiętam obrazy wielkich pustyń i wiatru, piasku unoszonego przez podmuch, pamiętam, że wypowiedziałem formułę: „Na wieki wieków”. Miałem poczucie wiecznego powrotu. I uważam, że zrobiło mi to niesłychanie dobrze, że kontynuowałem aż do tego ostatecznego punktu, w którym on upadł w czasie rzeczywistym, jeśli mogę tak powiedzieć. Bo to on spasował. W czasie ferii bożonarodzeniowych przysłał mi list, w którym napisał, że nie będzie mnie już przyjmował w analizie.

Melman zakończył analizę listem wysłanym w święta Bożego Narodzenia. Miller go zachował i po raz pierwszy ujawnia w rozmowie z Jaigu:

Niedziela, 21 grudnia

Charles Melman do Jacques’a-Alaina Millera,

Zgodzi się pan, że trudno przedstawiać jako „analizę” doświadczenie, w którym, in situ, analizant stara się kłamać, podczas gdy na zewnątrz stara się szkodzić swojemu analitykowi. Wie pan, że nic w tej sytuacji nie jest moim dziełem. Postanowiłem więc położyć kres temu, co z mojej strony byłoby już tylko udziałem w coraz większym oszustwie.

Charles Melman, niedziela 21 grudnia.

Miller pozostawił list bez odpowiedzi. Rozmowę o tym okresie Jaigu zamyka pytaniem o jego ówczesny stan:

Ona: Jak właściwie udało się panu to znieść?

On: Proszę posłuchać, kładłem się spać godzinę wcześniej niż zwykle, to wszystko. Liczyło się dla mnie to, żeby być z Lacanem, chronić go, wspierać go. Reszta niewiele mnie obchodziła w porównaniu z tym zadaniem. Byłem fatalistą. Traktowałem ten kryzys jak trzęsienie ziemi: w pewnym momencie trzęsienie ziemi się kończy. Myślałem sobie, że jeśli zabiorą całą Szkołę, zostaną mi przyjaciele, około pięćdziesięciu młodych analityków i wykładowców Departamentu Psychoanalizy skupionych wokół pisma Ornicar?, i że wtedy odbudowa Szkoły zajmie mi dziesięć lat. Jeśli natomiast z sześciuset członków École freudienne zostanie około stu, wszystko pójdzie znacznie szybciej. I tych stu członków zostało. Tak mogła się zacząć École de la Cause freudienne.

Przypisy

  1. Gloria González pracowała u Lacana od 1948 roku aż do jego śmierci w 1981 roku, najpierw jako gosposia, później jako sekretarka w gabinecie przy 5, rue de Lille, gdzie przyjmowała analizantów i prowadziła jego sprawy. Swoje wspomnienia z tych lat przedstawiła w tekście Le Docteur Lacan au 5, rue de Lille, w: Lacan Redivivus, Ornicar? hors-série, 2021, s. 377–392. ↩